Używany samochód? Uważaj, żeby nie kupić go z cudzą polisą ubezpieczeniową
Seat Cordoba 1.9 TDI 130 KM Sport, fot. AG
Kupując samochód na aukcji lub w komisie sprawdźmy koniecznie, czy nie jest już ubezpieczony. Inaczej możemy być ścigani za zapłatę polisy, której nie wykupiliśmy.
Marek Niewęgłowski z Zielonej Góry kupił na Allegro seata cordobę. Auto odebrał ze słupskiego salonu. Teraz ściga go firma windykacyjna, bo okazuje się, że musi opłacić polisę. Szkoda tylko, że podczas zakupu nikt go nie poinformował, że auto jest ubezpieczone w PZU - pisze "Gazeta Zielona Góra".
Pan Marek kupił seata 20 stycznia. Zawarł umowę komisową i odebrał fakturę VAT. Mógł wrócić do domu świeżo zakupionym samochodem, bo salon zadbał o to, by go ubezpieczyć.
- Wraz z dokumentami otrzymałem 30-dniową polisę OC wykupioną w firmie Benefia - opowiada pan Marek.
Kiedy polisa wygasła, ubezpieczył pojazd u swojego ubezpieczyciela, u którego ma już spore zniżki. Bardzo się zdziwił, kiedy po dwóch miesiącach dostał pismo z PZU o zapłaceniu rocznej składki. Okazało się, że poprzedni właściciel auta nie wymówił polisy, więc automatycznie (zgodnie z prawem) została ona przedłużona o kolejny rok. PZU zwróciło się o jej opłacenie do ostatniego właściciela auta, czyli Marka Niewęgłowskiego. Zaległa opłata to ponad 600 zł plus odsetki. Pan Marek zadzwonił więc do inspektoratu PZU w Słupsku. Tłumaczył, że nie mógł wymówić polisy, bo przecież nie wiedział o jej istnieniu. Przedłożył umowę komisową, w której ani słowa nie ma o przekazaniu przez salon polisy OC.
Ale PZU było nieugięte. Nadal upierało się, że pan Marek musi zapłacić zaległą składkę, choć szybko mogło sprawdzić, że polisę powinien wymówić komis lub poprzedni właściciel. Bo termin jej ważności upływał 22 grudnia, a wtedy pan Marek nie wiedział nawet, że kupi cordobę.
Zielonogórzanin usłyszał, że musi zapłacić składkę, bo inaczej jego sprawą zajmie się komornik, a jego dane trafią do biura informacji gospodarczej. "Nie uzyska Pan pożyczki, kredytu, zgody na zakupy na raty" - czytamy w kolejnych pismach ponaglających do zapłaty.
- Mój przypadek pokazuje, że ustawa o polisach samochodowych to bubel prawny. Nie powinna być przypisana tylko do auta, ale także do właściciela. Nie rozumiem, dlaczego mam płacić za czyjeś lenistwo czy opieszałość - opowiada pan Marek.
Dziennikarze "Gazety" postanowili wyjaśnić sprawę u dyrektora inspektoratu PZU w Słupsku.
- Nie zawinili pracownicy PZU, bo zachowali się zgodnie z procedurami. Kiedy dochodzi do zmiany właściciela pojazdu, na nabywcę przechodzą prawa i obowiązki zbywcy w zakresie ubezpieczenia OC. Dlatego to nowy właściciel dostał wezwanie do spłaty składki. Nie zawinił także pan Marek, bo w momencie kupna auta nie przekazano mu informacji o zawartej umowie z PZU. Postanowiliśmy odstąpić od dalszych roszczeń. Pan Marek nie będzie musiał płacić składki - tłumaczy Jan Wilczewski, dyrektor inspektoratu PZU w Słupsku. - Pan Marek powinien dostać od komisu wraz z innymi dokumentami dowód zawarcia polisy w PZU, bo takie ubezpieczenie, mimo braku zapłaty składki, było kontynuowane i ważne. Przestrzegam więc kupujących, by dobrze dopytali sprzedawcę o wcześniejsze ubezpieczenie, w umowie kupna powinna być zawarta taka informacja - dodaje dyrektor Wilczewski.
Łukasz Staciwa ze słupskiego Peugeota zapewnia, że salon już zmienił procedury.
- Ten przypadek nauczył nas, że musimy mieć pewne rzeczy na piśmie. Dlatego każdy klient podpisuje dokument, że został poinformowany o tym, gdzie została zawarta i do kiedy obowiązuje polisa ostatniego właściciela. Nie popełnimy już podobnej gafy - zapewnia Staciwa.
Ubezpieczyciele powinni mieć dostęp do ogólnopolskiej bazy danych i w przypadku podwójnego ubezpieczenia powinni informować o tym klientów.
hci, "Gazeta Wyborcza Zielona Góra"
Czytaj też:
Uważajcie na polisy dołączane do kredytów!
Samochody elektryczne już w Polsce
"Dzięki tej reklamie zarabiam 888 zł miesięcznie". Akurat...
Diler: to normalne, że autem trzęsie
Szef Castrola: wymiana oleju szkodzi silnikowi
Wysokie Obroty: testy aut używanych












