fot. AG
Przekroczenie granicy 200 dolarów za baryłkę ropy jest coraz bardziej realne. A to oznacza, że w grudniu za litr paliwa na stacji benzynowej możemy zapłacić grubo ponad 6 zł - alarmują eksperci.
"Gazeta Prawna", opierając się na najnowszym raporcie banku Unicredit, prognozuje, że w grudniu cena ropy naftowej może przekroczyć próg 200 dol. za baryłkę.
Gdyby czarny scenariusz się spełnił, litr benzyny mógłby kosztować nawet 6,11 złotych, olej napędowy: 6,36 złotych.
W efekcie wysokiej ceny ropy wzrośnie inflacja i to we wszystkich sektorach rynku, nie tylko w kategorii paliw. Jak prognozuje "Gazeta Prawna", poziom inflacji sięgnąłby nawet 7 procent, co pociągnie za sobą dalszy wzrost stóp procentowych - nawet do 7 procent. To z kolei oznacza wolniejszy, nawet o 1 punkt procentowy, wzrost gospodarki.
Jednak rosnące ceny ropy nie przekładają się wprost na wysokość rachunków za paliwo płaconych przez polskich kierowców.
- Detaliczne ceny paliw zależą nie tylko od notowań ropy, ale również od kursu dolara i cen produktów gotowych - powiedziała "Gazecie Prawnej" Gabriela Kozan z firmy monitorującej rynek paliw.
Ekonomiści przewidują, że umocnienie się dolara zatrzymałoby wzrost cen ropy. To, że surowiec drożeje, wynika również ze słabego kursu amerykańskiej waluty. Mechanizm jest prosty: słabnie dolar i drożeje ropa.
W zeszłym tygodniu w Polsce nie było dużej podwyżki cen benzyny: bezołowiowa 95 kosztowała średnio 4,69 zł/l, a olej napędowy 4,73 zł/l. Za litr autogazu kierowcy musieli zapłacić 2,15 zł.
To jednak nie uspokaja Polaków. Wszyscy boją się dalszego wzrostu cen paliw i nadchodzącej drożyzny.
hci, "Gazeta Prawna"
Czytaj też:
Poczta Polska podnosi ceny przesyłek
W wakacje napoje zdrożeją o ponad 10 proc.
W MacDonaldzie drożeją hamburgery i frytki
LOT podniesie ceny biletów
Po wakacjach czekają nas drastyczne podwyżki cen żywności












