Gazeta.pl > Wyhacz >  wyhacz

"Parówki cielęce" nie wiadomo z czego

Parówki cielęce z Kauflandu

Parówki cielęce z Kauflandu, fot. Pan Paweł

"Uważam, że tego typu oszustwa, bo tego słowa trzeba chyba tu użyć, powinny być, jeżeli nie karane przez właściwe instytucje, to przynajmniej napiętnowane przez media" - pisze na Wyhacz pan Paweł.

Nigdy nie pisałem w jakiejkolwiek sprawie do gazety niemniej jednak po dzisiejszych zakupach w krakowskim Kauflandzie uważam, że warto napisać parę zdań. Być może coś to zmieni a na pewno dostarczy sporo rozrywki.

Dziś wieczorem robiąc zakupy w Kauflandzie natrafiłem po prostu na prawdziwą perełkę wśród promocji.

Poszukując wędliny wzrok mój przyciągnęła żółta etykietka z napisem "taniej 40%" oferująca parówki cielęce. Ponieważ lubię cielęcinę a i wizja zaoszczędzenia 40% ceny była kusząca wrzuciłem jedno opakowanie do koszyka i udałem się do kas gdzie stojąc w kolejce miałem, na szczęście, okazję poznać co kryje się pod niewątpliwie apetycznie brzmiącą nazwą "Parówki cielęce".

Otóż produkt ten okazał się nazywać naprawdę "Parówkami z cielęciną" co jeszcze nie wzbudziło moich specjalnych kontrowersji. Dopiero lektura składu produktu zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Nazwany przez marketingowców Kauflandu "Parówkami cielęcymi" produkt zawierał do 3% mięsa cielęcego! Pozostały skład to "mięso wp.", inne dodatki i część tablicy Mendelejewa w postaci konserwantów, przeciwutleniaczy itp. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że surowiec o nazwie "mięso wp." ma coś wspólnego z wieprzowiną - poszukując rozwinięcia skrótu wp w internecie natrafiłem na "wojsko polskie" i "wielmożny pan"

Uważam, że tego typu oszustwa, bo tego słowa trzeba chyba tu użyć, powinny być, jeżeli nie karane przez właściwe instytucje, to przynajmniej napiętnowane przez media.

Większość śpieszących się klientów nie ma czasu czytać wnikliwie umieszczonego na opakowaniu drobnym druczkiem składu produktu tylko zakłada, że jeżeli coś się nazywa "Parówki cielęce", to jest zrobione z cielęciny.

Uważam, że nazywanie przez producenta czegoś co ma do 3% cielęciny "Parówkami z cielęciną" jest nadużyciem. Natomiast zmienianie przez hipermarket nazwy tego produktu na "Parówki cielęce" jest już karygodne. Swoją drogą sama 40% obniżka ceny tego produktu jest, moim zdaniem, mocno podejrzana i mało wiarygodna. Szczerze wątpię, by parówki nieznanej marki Zimbo kosztowały 4,99 zł gdy obok leżą parówki znanych producentów tj. Morliny czy Sokołów po 3,50-4,00 zł.

 

 

Może pomożecie panu Pawłowi rozszyfrować skład tajemniczych parówek?

Piszcie do nas o wszystkich zakupowych absurdach, na które natrafiliście - na wyhacz@g.pl

 

hci

Czytaj też:

230 zł zamiast 35 zł za przejazd "taksówką"

Atak na internetowych klientów PKO BP

Prawda o deweloperach - dotarliśmy do tajnych notatek biura sprzedaży mieszkań

Nie dajcie się nabrać na "argentyńskie pożyczki"!

Oszuści wyłudzili od klientów aukcji internetowej 2,5 mln zł

 

 

 

 

 

 

Foto Wyhacz
Motodziennik

Najczęściej komentowane