fot. AG
2,5 zł po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci. Sprzedane - ogłasza prowadzący. - Nie każda morda pasuje do forda - mruczy zwycięzca licytacji. To jedyna w Polsce aukcja niedoręczalnych przesyłek pocztowych w Koluszkach - pisze "Gazeta Wyborcza".
Wyhacz nie może się powstrzymać, by nie zacytować w całości tego bardzo zabawnego artykułu:
Sygnał do rozpoczęcia drugiej tegorocznej aukcji niedoręczalnych przesyłek pocztowych w Koluszkach pocztowiec dał szczotką. W samo południe podszedł do okna umieszczonego kilka metrów nad podłogą i otworzył je kijem od szczotki. Zgromadzona w dość ciasnej i dusznej salce publiczność - około 30 osób - zaklaskała i odetchnęła z ulgą.
- Witamy wszystkich. Musimy jeszcze poczekać na panią kierownik chwileczkę - powiedział prowadzący aukcję.
- Byle niedługą - odpowiedział tłum.
Kierowniczka zjawiła się po kilku minutach w żółtej, bufiastej bluzce i ogromnych żółto-zielonych koralach. - Spóźniłam się, bo udzielałam wywiadów mediom - stwierdziła.
Nówki, nieśmigane
Niedoręczalna przesyłka to taka, której adresata ani nadawcy nie udało się ustalić albo nie została odebrana w terminie. Jak wyjaśnia rzecznik Poczty Zbigniew Baranowski, taka przesyłka przechowywana jest minimum 13 miesięcy. Dlaczego tyle? Bo 12 miesięcy to okres, kiedy można składać reklamację, a dodatkowy miesiąc to ukłon Poczty w stronę adresata lub nadawcy - a nuż ktoś się jednak po paczkę zgłosi. Potem przesyłka trafia na publiczną licytację. Na jednej aukcji licytuje się zwykle ponad 2 tys. przesyłek.
Oddział Niedoręczalnych Przesyłek Pocztowych działa w Koluszkach od lat 70., kiedy to przeniesiono go z Poznania. I odtąd raz na kwartał robi się tutaj prawie jak na aukcji w londyńskim Christie's.
- Puzzle. 2,5 zł - rozpoczął prowadzący.
- Taksa - rzuca pani z widowni. Znaczy - akceptuje cenę wywoławczą. Ale nagle o puzzle następuje gwałtowna licytacja, kolejne osoby przebijają się co 10 gr. Zabawka schodzi za 3,60 zł. Wszystko trwa moment. Dumny zwycięzca idzie do pani kasjerki i płaci. Pocztowiec z grubym srebrnym łańcuchem na szyi odczytuje numer kolejnej przesyłki i pokazuje przedmiot. Prowadzący licytację sprawdza go w komputerze i podaje cenę wywoławczą. Kierowniczka obserwuje.
Najnowsza licytacja wystartowała w poniedziałek i skończy się w sobotę. Na liście towarów do kupienia wyłożonej wcześniej przy jednym z okienek pocztowych figurowały nawet dwa wibratory. Nie licytuje się tylko płyt z muzyką, filmów czy np. gier komputerowych. - Kiedyś były - wspominał jeden ze stałych bywalców aukcji. - Ale potem tym z poczty nie chciało się sprawdzać, czy to legalne, czy pirackie, więc wycofali wszystko, jak leci.
Kierowniczka poczty do dziś pamięta, jak wśród niedoręczalnych przesyłek znaleziono np. ludzkie prochy. One też nie trafiły na aukcję.
- Piecyk elektryczny z rożnem - 40 zł. Nie wiemy, czy działa - przyznał lojalnie prowadzący, patrząc na sprzęt wyjęty ze sfatygowanego pudełka. Ale piecyk podgrzał emocje. Zwycięzca po długiej licytacji wyłożył aż 60 zł. I był to chyba najdroższy towar sprzedany pierwszego dnia licytacji (ciśnieniowy ekspres do kawy wystawiony chwilę wcześniej za 75 zł nie zainteresował nikogo).
Pan Tomasz, który w rzeczywistości nazywa się inaczej, ale nie powie jak, bo na licytację urwał się z pracy, przychodzi tu od kilkunastu lat. Na jednej z poprzednich aukcji ustrzelił cyfrowy aparat Olympusa. Dał za niego 20 zł. - Każdy coś dla siebie znajdzie - zachwala. - Coś z ciuchów albo buty. Obrazy tu były. Nawet drogo poszły, bo ze 100 zł do 500 je przebijano. Najdrożej ostatnio sprzedano żagiel do surfingu. Za tysiąc złotych.
Według Tomasza licytacja jest najbardziej zagorzała, gdy pojawiają się aparaty telefoniczne, markowe ciuchy albo dobre perfumy.
Po dwóch godzinach atmosfera trochę przygasa. - Stringi, po 1,5 zł sztuka - potężnie zbudowany pocztowiec z łańcuchem demonstruje sztuka po sztuce skąpe koronkowe majteczki. Obecne na sali panie rozglądają się tylko po sobie. - Taksa! - słychać w końcu z ostatnich rzędów. Młoda dziewczyna w okularach podchodzi do okienka wyraźnie zawstydzona. - Prosimy nie stękać - apeluje prowadzący aukcję, uciszając nagły aplauz na sali.
Majtki męskie miały jeszcze mniejsze powodzenie. - Nówki, nieśmigane - zachęcał prowadzący. Bezskutecznie - majtki powędrowały na kupę towarów niesprzedanych.
Voodoo w praktyce
Trafić tu łatwo - wszystko rozgrywa się w budynku poczty tuż przy stacji kolejowej. Uczestnicy aukcji i pocztowcy prowadzący imprezę widzą się przez wielki otwór w ścianie, w inne dni zasłonięty metalowa roletą. Cenę wywoławczą formalnie powinni wyznaczać pracownicy centrum na podstawie cen rynkowych. Aukcyjna powinna być o 30 proc. niższa. W rzeczywistości licytując w Koluszkach, można sporo zaoszczędzić.
"Tajemnice Voodoo" schodzą za 2 zł. "Tajemnice Voodoo w praktyce" za tyle samo. W księgarni internetowej te książki kosztują 10 razy więcej.
Czasem, by coś kupić, wystarczą dosłownie grosze. - Taksa. I niech nawet pan nie pakuje, na grilla będzie - machnęła ręką amatorka talerzyka za 75 gr. Ktoś inny kupił kartę graficzną do komputera za 50 gr - jeśli karta działa, jest warta kilkadziesiąt razy więcej. Jeśli nie - nadaje się do śmieci.
Ile Poczta zarabia na jednej aukcji? Nie wiadomo, bo tego nie chce zdradzić. Standardowo na jednej aukcji sprzedaje się ok. 2 tys. przedmiotów. Ich cena wywoławcza mieści się zazwyczaj między 2 a 15 zł. Przyjmując odważne założenie, że Poczta wyprzedaje niedoręczalne przesyłki na pniu, operator zarabia na jednej aukcji góra 30 tys. zł.
Kupują głównie miejscowi. - W Koluszkach licytacja jest traktowana jako wielka atrakcja. Bo mało mamy atrakcji w Koluszkach - opowiada pan Tomasz. Ludzie tutaj przychodzą popalić papierochy, pogadać, pośmiać się - dodaje.
Niektórzy z kupujących od razu wystawiają zdobycze na Allegro. Pod ścianą dwóch długowłosych młodzieńców ożywiało się za każdym razem, gdy prowadzący aukcję ogłaszał "elementy elektroniczne". Pani w bluzce odkrywającej plecy z kolei skupowała buty i ubrania. - Sąsiadka to kupuje takie rzeczy, że nawet nie wiem, gdzie je sprzedaje - puentuje nasz rozmówca.
Nut nie kupują
- Trzeba składać reklamację. My tu tylko sprzedajemy, proszę pani - rozłożyła ręce kierowniczka poczty. Niewysoka kobieta już trzeci raz podeszła do aukcyjnego okienka z jakimiś pytaniami. Uczestnicy licytacji zaczynali się irytować.
- Szukam nut, bardzo cennych nut, które wysłała mi córka z Akademii Muzycznej. Niektóre były kupowane w Wiedniu, inne w Mediolanie. Zaginęły, może tutaj trafiły - opowiadała nam potem pani Wioletta z Warszawy. Po rozmowie z pocztowcami jej przygnębienie pogłębiło się. - Powiedzieli mi, że takich rzeczy i tak nikt nie chce kupować, więc ich tu nie wystawiają, tylko niszczą - rozpaczała.
Jeśli przesyłka zostanie zgubiona poszkodowany może domagać się odszkodowania np. za utratę przesyłki poleconej - nie więcej niż pięćdziesięciokrotność opłaty pobranej przez operatora publicznego za traktowanie przesyłki jako przesyłki poleconej - np. 3,5 zł razy 50 = 175 zł.
- Nie każda morda pasuje do forda - zamruczał pan w żółtej koszulce, idąc po wylicytowaną "Obsługę Forda Fiesta" za 2,5 zł.
Na sali znów zapanowała wesołość.
- Co pan właściwie kupił? - pytamy kolejnego nabywcę "części elektronicznej" (bodajże 2 zł), który wracał od okienka z jakimiś przewodami w ręku. - Tak dokładnie to nawet nie wiem - przyznał oglądając łup. - Ale potrzebne mi jest właśnie coś takiego.
hci, Gazeta Wyborcza
Czytaj też:
Kilkaset tysięcy złotych odszkodowania od Poczty Polskiej
Poczta Polska podnosi ceny przesyłek
Listonosze oszukują przy awizach?
In Post nie oszukuje. Za to Poczta Polska przesadziła
Poczta Polska: Przetarg na zagubione paczki












