fot. AG
Ogólnokrajowa informacja PKS jest płatna i działa fatalnie. Ale klienci nie mają wyjścia, bo lokalne telefony na dworcach przestały funkcjonować.
"Gazeta Płock" co chwila odbiera od czytelników skargi:
- Zadzwoniłam na informację i zapytałam, czy autobus zatrzymuje się w tym miejscu. Pracownik informacji zapewnił mnie, że tak. Niestety, czekałyśmy na próżno. Ponieważ z Płocka do Łomży kursuje tylko jeden autobus dziennie, kuzynka musiała pojechać we wtorek. Było mi głupio, bo pokrzyżowałam jej plany.
Podróżni twierdzą, że lokalne punkty informacyjne rzadziej się myliły. W sumie to logiczne. Skąd pracownicy w Warszawie mają wiedzieć, gdzie i kiedy zatrzymują się autobusy na Podkarpaciu, albo Suwalszczyźnie?
Nie ma wątpliwości, że PKS chce zaoszczędzić, a nawet zarobić. Jedna minuta połączenia z telefonu stacjonarnego kosztuje 2,06 zł, a z telefonu komórkowego - 2,44 zł. Nowy system ma jeszcze inne wady. Nie dodzwonią się osoby, które zablokowały sobie - np. z obawy przed oszustami - połączenia z numerami zaczynającymi się od 0300 czy 0700 - pisze "Gazeta".Prezes PPKS w Płocku Paweł Natkowski tłumaczy, że powrót do starego systemu nie jest możliwy:
- System informacji stał się problemem ogólnopolskim, odkąd przedsiębiorstwa w różnych miastach zaczęły działać na własny rachunek. Kiedyś rozkłady jazdy zmieniały się dwa razy w roku, a informacje o tym otrzymywaliśmy w specjalnych książkach. Teraz jest wielu przewoźników prywatnych, duża konkurencja, dlatego rozkłady jazdy zmieniają się bardzo często. Najlepszym rozwiązaniem jest więc w takim wypadku system elektroniczny.
Paweł Natkowski dodaje, że jego firma planuje przystąpić, być może już we wrześniu, do ogólnokrajowego systemu bezpłatnej informacji internetowej.
hci, "Gazeta Wyborca Płock"
Czytaj też:
Opóźnienia PKP: posiadacze biletów miesięcznych mają najgorzej
Skandal! Obsługa pociągu okradła pasażerkę
Polskie pociągi będą jeździć z prędkością 250 km na godzinę
Regulamin PKP narusza prawa podróżnych
PKP: Pasażerowie spóźnili się do pracy wiele godzin! A konduktorzy bali się sprawdzić bilety












