fot. AG
Dwa łóżka zamiast czterech, zagroda zamiast restauracji i grzyb na ścianie zamiast pokoju opływającego w luksusy - tak swoje wakacje wspominają klienci opolskiego biura podróży Nowa Itaka. Firmę chcą pozwać do sądu - pisze "Gazeta Opole".
Pan Rafał Szczepan pojechał z żoną na wakacje do Bułgarii. Starannie wybrał czterogwiazdkowy hotel i przeczytał umowę, bo zależało mu na określonym standardzie. Za dwie osoby zapłacił 4,6 tys. zł. Już na miejscu okazało się, że warunki są zupełnie inne.
- Dostaliśmy pokój w dobudówce do hotelu, który był reklamowany w katalogu. Okazało się że jest trzy a nie czterogwiazdkowy - opowiada. Na tym nie koniec. - W pokoju okazało się, że na ścianie jest grzyb, a poduszki były brudne. Gdy zażądałem takich warunków, na jakie podpisałem umowę, musiałem dopłacić jeszcze 300 euro za lepszy pokój - dodaje.
Po powrocie do Polski założył wątek na forum internetowym i w ciągu tygodnia odezwało się do niego 20 osób z różnymi przygodami, jakie spotkały ich w tym biurze. Cztery osoby lądowały np. w dwuosobowym pokoju albo ekskluzywna kajuta podczas rejsu po Nilu okazywała się miejscem na dolnym pokładzie, gdzie nie można było otworzyć okna.
Pani Małgorzata Hubert jak co roku jechała na wakacje z przyjaciółmi, w sumie 10 osób. Już w grudniu wybrali wycieczkę do Egiptu. Miał być hotel z klimatyzacją, sejfem i lodówkami. Już na lotnisku w Egipcie rezydentka poinformowała ich, że hotel będzie jednak inny.
- Mały holik bez klimatyzacji, w którym musieliśmy czekać, w niczym nie przypominał tego hotelu, za który zapłaciliśmy. Rezydentka zostawiła nas pod opieką Egipcjanina, który trochę mówił po polsku - opowiada.
Po godzinach oczekiwania mieli zjeść obiad. Wykupili opcję all inclusive.
- Wchodzimy, a tam zamiast restauracji hotelowej coś na kształt zagrody, gdzie stoliki są ustawione w prażącym słońcu. Wszystko jest brudne, a na koniec się okazuje, że został im jeden widelec, więc w dziesięć osób zaczęliśmy nim jeść na zmianę - mówi dalej.
Do rezydentki nie mogli się dodzwonić, bo przestała odbierać telefony. Musieli jej na własną rękę szukać. Dopiero wtedy zostali przeniesieni do innego hotelu.
- Poniżej tego, co było w umowie, ale zdecydowanie lepiej niż to, co zaproponowano nam na początku - mówi pani Hubert. - Jeszcze z wakacji wysłałam reklamację do Nowej Itaki, potem raz jeszcze faksem, a potem po powrocie jeszcze raz. Do dzisiaj bez odpowiedzi, chociaż minął już miesiąc - kończy z żalem opowieść.
Rafał Szczepan chce złożyć przeciwko Nowej Itace pozew w sądzie i namawia innych do takiego kroku.
- Będę żądał odszkodowania, a jeśli się uda, złożymy z innymi oszukanymi klientami przeciwko Itace zbiorowy pozew - zapowiada.
Piotr Henicz, dyrektor sprzedaży i marketingu Nowej Itaki, tłumaczy tymczasem, że każdy przypadek firma musi rozpatrzyć indywidualnie. Zapewnia, że jeśli to z winy Nowej Itaki hotel był gorszy, reklamacja zostanie uznana.
- Jeśli ktoś z tego powodu musiał dodatkowo płacić, to pieniądze będą zwrócone - mówi Henicz.
Pozostaje jednak kwestia wysokości uznanej reklamacji.
- W polskim prawie nie ma jednoznacznych przepisów. Na rozpatrzenie reklamacji mamy 30 dni i staramy się dotrzymywać tego terminu - mówi Henicz, dodając, że w każdym biurze podróży są skargi. - Jeśli ktoś mówi inaczej, to kłamie. Biorąc pod uwagę skalę naszej działalności, takie skargi muszą się pojawiać - dodaje.
hci, "Gazeta Wyborcza Opole"
Czytaj też:
Awaria sieci Plus GSM na Pomorzu
Netia podłączała telefon przez 2 miesiące
Dlaczego w Polsce jest drożej niż na Zachodzie?
Uwaga na "puste" startery w Orange
Poczta Polska: godziny w kolejce po odbiór listu












