Zapłaciła za książkę - dostała jej kserokopię
fot. AG
Zamurowało mnie, kiedy w paczce zamiast książki znalazłam... jej kserokopię - opowiada czytelniczka "Gazety Szczecin", która skorzystała z usług sklepu internetowego. - To dozwolone - uważa sklep. Inna jest opinia prawnika i wydawnictwa, które ma do książki prawa.
- Kiedy przesyłka dotarła, zamurowało mnie - opowiada. - Zamiast zamówionej książki, w papierowej kopercie dostałam jej kserokopię, a dokładniej stos luźnych, skopiowanych na ksero kartek formatu A4.
- Nawet gdybym przeczytała tę informację przed złożeniem zamówienia, nie przyszłoby mi do głowy, że chodzi tu o kopiowanie książek i sprzedawanie w takiej postaci. Przecież to jest przestępstwo - denerwuje się pani Elżbieta.
Zapytała o to sklep. Odpowiedział jej, że prawo autorskie dopuszcza taką sytuację. To samo usłyszeli dziennikarze od przedstawiciela sklepu Arcanus.pl (nie chciał się przedstawić): - Prawo autorskie dopuszcza, na indywidualne zamówienia, kserowanie całości.Anonimowy mężczyzna stwierdził, że kseruje tylko stare książki i nie musi nikogo pytać o zgodę. Przyznaje, że klienci miewają pretensje do metody, którą stosuje, ale ma na to wytłumaczenie: - To dlatego, że nie doczytali informacji.
- Napisać można wszystko, ale taka informacja musi rzeczywiście wynikać z przepisów prawa, moim zdaniem w tym przypadku tak nie jest - podkreśla radca prawny Stefan Mazurkiewicz. - Prawo autorskie rzeczywiście pozwala nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu, ale tylko na własny, osobisty użytek. Gospodarcze (w celach zarobkowych) kserowanie książek w całości i wielokrotnie tej samej pozycji jest naruszeniem ustawy.
Jednak - jak podkreśla Mazurkiewicz - przepisom daleko do jednoznaczności, bo cel, dla jakiego pozwalają korzystać z utworu, nie jest doprecyzowany. Kserowanie byłoby też dozwolone w sytuacji, kiedy książka jest niedostępna na rynku księgarskim i nie można zwrócić się do autora lub wydawnictwa z wnioskiem o jej wznowienie. W tym wypadku kontakt nie był jednak niemożliwy - Zysk i S-ka, które wydało oryginał i miało do książki majątkowe prawa autorskie, jest aktywnym wydawcą na rynku.- Na pewno nie sprzedawaliśmy praw autorskich panu, który prowadzi ten sklep - podkreśla Aleksandra Sobolewska z wydawnictwa Zysk i S-ka. - Bywa, że ktoś zwraca się do nas z prośbą o wykorzystanie utworu. Jeśli się na to zgadzamy, to tylko pod warunkiem, że nie przekroczy to 10 proc. książki. Ten pan skopiował całą pozycję. To jest niezgodne z prawem. Sprawdzimy dokładnie tę konkretną sytuację, a także to, jakie jeszcze nasze książki oferowane są przez ten sklep. Nawet jeśli w ofercie sklepu nie będzie innych, to i tak w tej pojedynczej sprawie na pewno zadziałamy. Musimy się jedynie zastanowić, jakie kroki podejmiemy.
Za rozpowszechnianie cudzego utworu bez uprawnienia grozi do dwóch lat więzienia, a jeśli taka działalność jest stałym źródłem dochodu - nawet trzy lata więzienia. Osoba, która kupiła trefne ksero, może być uznana za współsprawcę przestępstwa, jeśli wiedziała o takim działaniu sprawcy i się na to godziła.
hci, "Gazeta Wyborcza Szczecin"
Czytaj też:
UOKiK: Podczas fuzji Pekao naruszył interesy klientów
Jak "chodzić prawidłowo" w sportowych butach Pumy?
Wakacyjny koszmar z Nową Itaką
Netia podłączała telefon przez 2 miesiące
Dlaczego w Polsce jest drożej niż na Zachodzie?












