Sklep mięsny w czasach PRL, fot. AG
Wciąż nikt nie zniósł PRL-owskiego zarządzenia o "bezmięsnym poniedziałku", kiedy w sklepach nie sprzedawano mięsa. W dodatku część klientów się przyzwyczaiła i właściciele sami w poniedziałki zamykają sklepy - pisze dziennik "Polska".
Część sklepów zwyczajowo respektuje peerelowskie zarządzenie sprzed 49 lat. Niektóre sklepy z mięsem i wędlinami są w poniedziałki nieczynne.
Według branżowych ekspertów jest to związane z długoletnimi przyzwyczajeniami klientów oraz cyklem produkcyjnym masarni.
- Dla gospodyń domowych w średnim i starszym wieku "bezmięsne poniedziałki" to naturalne zjawisko, któremu już dawno przestały się dziwić - tłumaczy dziennikowi Grzegorz Jakubiak, właściciel portalu branżowego Masarnia.pl - Skoro przez tyle lat nie mogły się zaopatrywać tego dnia w mięso, to się do tego przyzwyczaiły. Wiedzą, że i tak w poniedziałek trudno o świeży towar. Wynika to m.in. z cyklu produkcyjnego masarni, które nastawiają się głównie na piątek i sobotę. Na poniedziałek towaru już nie wystarcza. Sklep oferuje to, co zostało z minionego tygodnia.
Właściciele sklepów przyznają, że w poniedziałki często zamykają swoje sklepy, bo i tak nie przychodzą klienci. Tam gdzie nie ma dużej konkurencji poniedziałki są wolne od pracy. Tak jest np. w pabianickim Pamso, czy w części sklepów ogólnopolskiej sieci sklepów Duda.
Chociaż dla gospodarki rynkowej rozporządzenie Ministerstwa Handlu Wewnętrznego PRL sprzed 49 lat nie ma najmniejszego znaczenia, podobno ma jednak być w najbliższym czasie oficjalnie uchylone przez Ministrstwo Rolnictwa.
hci, dziennik "Polska"
Czytaj też:
Kupując coś przez internet masz 10 dni na zwrot towaru - zawsze!
Pozwała wspólnotę mieszkaniową, bo zabrała jej słońce
Zapłaciła za książkę - dostała jej kserokopię
UOKiK: Podczas fuzji Pekao naruszył interesy klientów
Ceny w Polsce rosną najszybciej w Europie














Dodaj swój komentarz: