Ubezpieczenie telefonu w Orange to fikcja?
Fot. SXC
Sieć Orange oferuje swoim klientom ciekawą usługę. Dzięki pakietowi Bezpieczny Telefon użytkownik otrzymuje nowy aparat w razie kradzieży. Zwracane mu są także koszty nieautoryzowanych połączeń.
Moja historia zaczyna się dnia 11.05.08 r. (niedziela), kiedy to skradziono mi telefon (SE K800i). Jak to się stało pominę, gdyż nie jest to istotne dla tej opowieści. Pominę też to, jak zachowuje się policja gdy ktoś próbuje zgłosić kradzież telefonu w niedzielę. No ale do rzeczy.
Po tym jak przeszły mi nerwy związane z tym, że straciłem telefon, przypomniałem sobie, że przecież w/w telefon miałem ubezpieczony. Sprawdziłem w Internecie jakie są warunki usługi Bezpieczny Telefon i przystąpiłem do działania. Najprościej było w salonie Orange. W poniedziałek rano bez kłopotu zgłosiłem kradzież telefonu, zablokowałem starą kartę SIM i wyrobiłem sobie duplikat.
Z policją nie było już tak łatwo ale w końcu po ciężkich bólach (i przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów pomiędzy dwoma komisariatami) udało mi się zgłosić kradzież we wtorek 13.05.08r. W środę wysłałem komplet dokumentów, czyli kopię umowy z Orange, zaświadczenie z policji oraz wypełniony druk zgłoszenia szkody w programie Bezpieczny Telefon do firmy MARSH SERVICES Sp. z O.O., która realizuje w/w usługę dla sieci Orange.
Operator stwierdził, że nowy telefon zostanie przyznany w ciągu dwóch tygodni. Przedstawiciel ubezpieczyciela nie skontaktował się jednak w tym czasie z klientem. Dodzwonienie się do ogólnopolskiego call center Marsha nie było możliwe. W końcu Orange podał poszkodowanemu inny numer:
Pani stwierdziła ze zdziwieniem, że nie wie o co mi w ogóle chodzi, bo przecież KILKA DNI WCZEŚNIEJ wysłali do mnie pismo z prośbą o zablokowanie numeru IMEI. Jest to ciekawe o tyle, że pismo dostałem dnia 10.07.2008r. z datą nadania 09.07.2008 r.!
Zagotowałem się jak to przeczytałem i po raz kolejny telefon do Marsh Services z pytaniem o co właściwie chodzi i na jakim etapie jest moja sprawa. Okazało się, że drugi aparat został mi przyznany i lada dzień powinienem dostać kolejne pismo, tym razem z decyzją. Pismo dostałem dnia 17.08.2008r.
Niestety samego telefonu nie dostarczono. Zdesperowany klient zaczął codziennie odwiedzać salon Orange i dzwonić do Marsha:
Kolejna wizyta w Orange i rozmowa z kierownikiem salonu zaowocowała kolejną śmieszną sytuacją. Udało mu się dodzwonić do Marsh Services i nawet streścić moją sprawę pani Dorocie Filipczak (kierownik). Pani Filipczak stwierdziła, że sprawdzi jak się sprawy mają i poprosiła o telefon za dziesięć minut. Po tym czasie okazało się, że telefon odebrał już inny pracownik, który zabił nas tekstem mówiąc, że PANI FILIPCZAK W OGÓLE NIE BYŁO DZISIAJ W PRACY.
Potem pojawiła się informacja, że kurier "już jedzie z telefonem". Użytkownik dostał nawet numer listu przewozowego. Zapytana o sprawę firma DPD stwierdziła, że nie ma obecnie przesyłki z takim numerem:
Po dwóch dniach dowiedziałem się w Marsh Services, że telefonu nie wysłali, gdyż NIE MIELI TAKIEGO MODELU W MEDIA MARKT !! !! !!
Kurier z aparatem pojawił się ostatecznie 26 sierpnia, 3,5 miesiąca po kradzieży. Niestety telefon dotarł do klienta uszkodzony:
Stanęło na tym, że mieli przysłać mi jak najszybciej telefon SE K810i, gdyż tylko taki mieli W MAGAZYNIE a ten uszkodzony miałem oddać kurierowi jako przesyłkę zwrotną...
Ostatecznie sprawna komórka trafiła do poszkodowanego 9 września:
Postanowiłem sobie, że tym razem ja ich trochę przetrzymam i nie oddałem kurierowi uszkodzonego telefonu. Po kilku dniach zaczęli do mnie dzwonić i pisać maile na temat zwrotu tego telefonu.
Zacząłem sobie z nich żartować, że skoro oni mnie przetrzymali tyle czasu to ja im ten telefon wyślę na Gwiazdkę i wtedy będziemy kwita. Ale ostatecznie wysłałem im ten uszkodzony telefon dzisiaj, oczywiście na koszt Marsh Services i to po najwyższych kosztach jakie tylko ma w swoim cenniku Poczta Polska.
wow












