Okradziony jubiler walczy z Lukas Bankiem
Okradziony jubiler przed siedzibą Lukas Banku, fot. AG
Robert Piątkowski, jubiler z Gorzowa, próbuje odzyskać 81 tys. zł, które z jego konta ukradł pracownik Lukas Banku. "Popełnianie przestępstw nie należało do obowiązków pracowniczych Łukasza B." - odpowiada bank i płacić nie chce.
Robert Piątkowski jest właścicielem salonu jubilerskiego w centrum Gorzowa. W sierpniu 2006 r. w gorzowskim oddziale Lukas Banku założył konto z możliwością przeprowadzania transakcji przez internet. To właśnie wykorzystał pracujący w banku Łukasz B.
- Z komputerów w pracy i w domu zaczął przelewać pieniądze z mojego konta na swoje. Zorientowałem się dopiero po kilku miesiącach - mówi "Gazecie Gorzów Wlkp." Piątkowski.
W styczniu 2007 r. jubiler odkrył, że z konta zniknęło 57,5 tys. zł.
- Ja już po kilku godzinach wiedziałem, kto mnie okradł, ale wewnętrzne śledztwo banku trwało trzy miesiące. Zanim się skończyło, straciłem kolejne 24 tys. zł. Dopiero w kwietniu bank powiadomił policję - mówi Piątkowski.
Łukasz B. został zwolniony z banku. Gdy zatrzymała go policja, od razu przyznał się do winy. W maju br. gorzowski sąd skazał Łukasza B. na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu i nakazał zwrócić skradzione pieniądze. Tyle że były pracownik banku nie ma już tych pieniędzy. Wszystko, co kradł, wydawał na hazard.
Robert Piątkowski doszedł do wniosku, że pieniądze zwrócić powinien Lukas Bank.
- Łukasz B. miał dostęp do mojego konta właśnie jako pracownik banku - mówi Piątkowski. - Już po odkryciu kradzieży kierowniczka gorzowskiego oddziału Lukas Banku zapewniała mnie, że odzyskam wszystkie pieniądze. Spałem spokojnie, czekając, aż sąd potwierdzi winę Łukasza B. Wyrok zapadł, a pieniędzy nadal nie mam.
W lipcu prawnik jubilera wysłał do Lukas Banku wezwanie do zapłaty 81 tys. zł. Odpowiedź przyszła przed miesiącem:
"Pańskie żądanie nie znajduje uzasadnienia ani w obowiązujących przepisach, ani w treści załączonego orzeczenia."
"Pragnę podkreślić, iż bez znaczenia dla niniejszej sprawy pozostaje fakt, iż Łukasz B. pozostawał pracownikiem Lukas Banku, jako że do jego obowiązków pracowniczych nie należało popełnianie przestępstw polegających na włamywaniu się do sieci bankowości elektronicznej. Wobec powyższego nie jest możliwe przypisanie Lukas Bankowi odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez pracownika przy wykonywaniu przez niego obowiązków pracowniczych" - informuje departament prawny Lukas Banku.
Poszkodowany jubiler nie może zrozumieć kuriozalnego oświadczenia Lukas Banku:
- To jakiś absurd - denerwuje się Piątkowski. - Jak pracodawca może nie ponosić odpowiedzialności za czyny pracownika? Ja jestem jubilerem od 27 lat i wiem, jak ważne jest zaufanie ludzi. Gdyby moja pracownica wzięła brylant, który ktoś przyniósł do wyceny, wyszła tylnymi drzwiami i zapadła się pod ziemię, to czułbym się moralnie, po ludzku, zobowiązany, by zwrócić jego równowartość właścicielowi. Mimo że przecież moi pracownicy nie mają w obowiązkach kradzieży brylantów.
Dziennikarze "Gazety" wysłali dwa pytania do rzeczniczki Lukas Banku. Po pierwsze, czy do obowiązków jakiegokolwiek pracownika Lukas Banku należy "popełnianie przestępstw polegających na włamywaniu się do sieci bankowości elektronicznej"? Po drugie, jeżeli nikt nie ma takiego zakresu obowiązków, to czy oznacza to, że Lukas Bank nie ponosi żadnej odpowiedzialności za bezprawne działania swoich pracowników? Czekają na odpowiedź.
Robert Piątkowski nie zgadza się z absurdalnym oświadczeniem prawników Lukas Banku:
- Umowę podpisałem z Lukas Bankiem, a nie Łukaszem B. To bank był odpowiedzialny za bezpieczeństwo moich pieniędzy. To jemu zaufałem. Czy naprawdę powiedzenie "Masz to jak w banku" już całkowicie straciło swoją wartość? - pyta jubiler.
Jego prawnik przygotował opinię, w której powołuje się na art. 430 kodeksu cywilnego: "Kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby".
Jeden z dyrektorów gorzowskich banków, którego dziennikarze poprosili o komentarz, także nie kryje zaskoczenia:
- Takie sytuacje zdarzają się w każdym banku, tyle że nigdy nie wychodzą na jaw. Bank nie może sobie na to pozwolić, dlatego ma jedno wyjście: przeprosić, oddać pieniądze i jeszcze dorzucić jako bonus zagraniczną wycieczkę.
Jubiler już postanowił, że sprawa znajdzie finał w sądzie.
hci, "Gazeta Wyborcza Gorzów Wlkp."
Czytaj też:
Ubezpieczenie telefonu w Orange to fikcja?
Sprzedawca zbankrutował? Nadal masz prawo złożyć reklamację!
Netia internetu nie dostarczyła, ale umowy rozwiązać nie chciała
Kurier UPS zmasakrował laptopa
Szczyt bezczelności! Sprzedawca zgubił reklamowane buty












