Pasażer żąda odszkodowania za opóźniony lot
fot. AP
Półgodzinne opóźnienie samolotu poważnie zakłóciło wycieczkę do Gwatemali. Klient linii lotniczych Lufthansa domaga się przed sądem rekompensaty za poniesione straty. Odniósł już pierwszy sukces i zachęca innych, by wzięli z niego przykład.
Niewielkie opóźnienie na linii Warszawa-Frankfurt spowodowało spory galimatias. Grupa podróżnych nie zdążyła się na następny samolot, a do Gwatemali doleciała 24 godziny później, niż planowała.
- Straciliśmy dzień urlopu, ponieśliśmy dodatkowe koszty - wylicza "Gazecie Stołecznej" Maciej Wielkopolan, przedsiębiorca z Piaseczna.
W kwietniu 2006 r. wraz z żoną i przyjaciółmi wybrał się w podróż do Gwatemali. Bilet na lot z dwiema przesiadkami wykupił w niemieckiej Lufthansie. Pierwszy przystanek był planowany we Frankfurcie, następny w Mexico City, a docelowy w Guatemala City.
- Do Frankfurtu przylecieliśmy jednak z opóźnieniem, a następny samolot wystartował dosłownie na naszych oczach - opowiada pechowy klient.
Lufthansa zapewniła pasażerom nocleg we frankfurckim hotelu i wyżywienie, a do Gwatemali wysłała ich hiszpańską linią.
- A tam, jak u taniego przewoźnika, za wszystko, co chcieliśmy zjeść na pokładzie, musieliśmy zapłacić - wspomina pasażer. - 24-godzinne opóźnienie spowodowało, że przepadły nam też opłacone wcześniej bilety na pierwszą wycieczkę w Gwatemali.
Po powrocie do kraju małżeństwo zażądało od Lufthansy po 1000 euro rekompensaty. Przewoźnik odmówił, twierdząc, że za opóźnienie odpowiada LOT, bo to do polskich linii należał feralny samolot do Frankfurtu.
- Ale bilety kupiłem w Lufthansie - upiera się pan Maciej.
Po obfitej korespondencji i kolejnych odmowach w Lufthansie pasażer odwołał się do Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Ten sprawą w ogóle nie chciał się zająć, uznając, że organem właściwym jest jego niemiecki odpowiednik.
- Absurd, jakiego dawno nie widziałem - komentuje Maciej Wielkopolan. - Musiałbym do tego zaangażować niemieckich prawników, a koszty całej operacji znacznie przewyższyłyby kwotę, jakiej domagam się od linii lotniczych.
Z pomocą przyszedł mu wojewódzki sąd administracyjny. Uznał jego racje i nakazał ULC rozpatrzyć sprawę merytorycznie. Teraz o ewentualnej rekompensacie zdecyduje urząd. Jeśli jej nie przyzna, Maciej Wielkopolan skieruje sprawę na drogę sądową.
- Prawo europejskie stoi po mojej stronie - twierdzi pokrzywdzony pasażer z Piaseczna. - Czas, by klienci linii lotniczych zdali sobie sprawę, że mają swoje prawa. Ludzie skarżą się, jednak po pierwszej odmowie odpuszczają. A ja już mam jedną wygraną sprawę na koncie. Tej też nie zamierzam odpuścić.
hci, "Gazeta Wyborcza Stołeczna"
Czytaj też:
Ludzie czekają na paczki tygodniami! Jak to możliwe?
Lukas Bank oddaje pieniądze i przeprasza okradzionego klienta
Cetelem Bank naliczał za niskie raty, by żądać karnych odsetek
Terminale kartowe autoryzują płatności bez podpisu i PIN-u?
Mole w luksusowym warszawskim kinie!












