Gazeta.pl > Wyhacz >  wyhacz

Banki wrabiają klientów w "darmowe" karty kredytowe

siedziba banku pekao sa

Fot. AG

Pan Krzysztof wziął kredyt hipoteczny w banku BPH. Do tego dostał bezpłatną kartę kredytową. Bezpłatną tylko w teorii.

Rok temu bank zaproponował panu Krzysztofowi specjalną promocję. Klient zgodził się. W międzyczasie doszło do fuzji BPH z Pekao - to ta druga instytucja ostatecznie wydała kartę do kredytu. Było to w połowie grudnia 2007.

Zanim jeszcze pan Krzysztof aktywował kartę naliczono mu 70 złotych opłaty oraz 4 złote za obowiązkowe ubezpieczenie (stawka miesięczna). Bankier.pl pisze:

Klient postanowił więc zainterweniować i tu spotkał się z pierwszą barierą, którą okazała się być konieczność wizyty w oddziale, aby zmienić cokolwiek w obsłudze swoich finansów. Poprzez obsługę telefoniczną i internetową, mimo że drogi te teoretycznie funkcjonują, nie udało się niczego konkretnego załatwić.

 

Osobista interwencja dała jedynie częściowy efekt. Bank zwrócił 70 złotych, ale ubezpieczenia nie anulował. Wszystko na podstawie zapisu w umowie:

Do pozostałych kosztów, do zapłaty których zobowiązany jest Posiadacz w związku z zawartą Umową, zwanych dalej "pozostałymi kosztami", zalicza się (...) opłatę za zabezpieczenie operacji, która w dniu podpisania Umowy wynosi 4,00 zł miesięcznie. Łączna kwota wszystkich kosztów, opłat i prowizji, do których zapłaty zobowiązany jest Posiadacz składa się z kosztu całkowitego oraz pozostałych kosztów, których wysokość uzależniona jest od liczby dokonanych operacji gotówkowych i deklaracji Posiadacza o skorzystaniu z dodatkowej usługi zabezpieczenia operacji.

 

Klientowi wydało się to absurdalne. Po pierwsze - karta miała być darmowa. Po drugie - nadal nie doszło do aktywacji, więc nie można było posługiwać się plastikiem. Co więcej, bank pobrał składkę tylko raz, przy wydaniu karty. Potem zrezygnował:

Czytelnik postanowił złożyć pisemną reklamację na niezbyt darmową, mimo obietnic, kartę kredytową. Z nadzieją na szybką reakcję w sprawie tak absurdalnej opłaty, zwrócił się w połowie marca 2008 r. do Pekao S.A. z pierwszą reklamacją. Dokument zawierał również prośbę o zmianę adresu korespondencyjnego, jako że klient zdążył już odebrać mieszkanie, na które przeznaczony był pierwotny kredyt.

 

Miesiąc później, oczywiście na stary adres, przyszło pismo, w którym Pekao wzywało do zapłacenia 4 złotych za ubezpieczenie. Bank zablokował jednocześnie kartę (nadal nieaktywną) "do czasu uregulowania zobowiązania". Naliczył także 10 złotych prowizji za listowny monit. Zapomniał najwyraźniej przy tym, że pan Krzysztof zgodził się na automatyczne spłacanie karty ze środków na rachunku bieżącym.

Klient ugiął się i zapłacił, aby nie znaleźć się w Krajowym Rejestrze Dłużników. Nadal jednak składał reklamacje, wielokrotnie zmieniał adres korespondencyjny na nowy - bez skutku:

W końcu jedna z urzędniczek stwierdziła z rozbrajającą szczerością, że ?mają gorszy system, niż BPH i wszystko jest możliwe?. Nie było również kompetentnego pracownika, który poradziłby Klientowi co zrobić z takimi problemami.

 

W czerwcu klient wypowiedział umowę i zwrócił kartę. Dopiero wtedy Pekao poinformowało o przyjęciu reklamacji - stwierdziło, że "zbada sprawę". Potem jeszcze, o dziwno na nowy adres, przyszło końcowe rozliczenie karty kredytowej. Pekao skomentowało Bankierowi.pl sprawę tłumacząc się "błędami pracowników banku" i "migracją oddziału klienta" ze struktur BPH.

wow

Czytaj także:

Nowe karty kredytowe Deutsche Banku

Raty 0% tylko do końca roku?

Solidny, piękny, uniwersalny - Benchmade 710 Mc Henry & Williams

Terminale kartowe autoryzują płatności bez podpisu i PIN-u

11 przyczyn, które wymuszą spadek cen mieszkań

Banki nie mają prawa pobierać prowizji przy wpłacie bilonu

Foto Wyhacz
Motodziennik

Najczęściej komentowane