fot. AG
Poczta to ociężały moloch, który nie potrafi dostarczyć na czas większości przesyłek - taka obiegowa opinia panuje wśród Polaków. Niestety, przeanalizowanie działalności państwowej firmy potwierdza najbardziej pesymistyczne stereotypy.
Największą "wpadką" poczty w 2008 roku był bez wątpienia strajk, który miał miejsce w czerwcu. Nie pracowało 20 tysięcy osób - domagali się oni podwyżek. Niestety ich akcja jeszcze bardziej pogorszyła opinię Polaków o państwowej firmie. Klienci nie mogli wysyłać firmowej korespondencji, uczestnicy aukcji internetowych tygodniami czekali na przesyłki.
Ręce zacierali alternatywni operatorzy pocztowi i wielokrotnie droższe firmy kurierskie. Przy tej okazji "Gazeta Prawna" policzyła, że mamy w kraju już ponad 150 podmiotów, które zajmują się dostarczaniem przesyłek. Niestety ich zasięg jest mały. Tylko około 40 obsługuje całe terytorium Polski.
Niebezpieczne paczki
Ledwo co zakończono strajk w serwisie Wykop.pl pojawił się link do informacji o przetargu na artykuły pochodzące z niedoręczalnych przesyłek. Okazało się, że poczta faktycznie w ten sposób robi porządki w swoich magazynach. Internauci byli oburzeni. Wskazywali na to, że państwowego molocha praktycznie nie sposób pociągnąć do odpowiedzialności za zagubienie paczki.
Sprawą zainteresował się nawet Urząd Komunikacji Elektronicznej. Przeprowadził w kwietniu i maju kontrolę bezpieczeństwa obrotu paczkami. Okazało się, że poczta zatrudnia niewykwalifikowanych i nieodpowiedzialnych pracowników, a system monitoringu nie pokrywa całego obszaru kraju. Ciężarówki z przesyłkami są regularnie okradane.
Szczególnie dotkliwie odczuł to jeden z naszych czytelników, który kupił w serwisie aukcyjnym Allegro nawigację GPS za 800 złotych. Urządzenie było uszkodzone, dlatego zostało odesłane sprzedawcy. Niestety paczkę rozkradziono. Ktoś zabrał główny moduł pozostawiając ładowarkę i płytę CD.
Te elementy trafiły z powrotem do nadawcy po kilkutygodniowej podróży przez cały kraj. Zszokowanemu klientowi kazano zapłacić przy odbiorze pozostałości 6,5 złotego prowizji. Pani na poczcie nie była w stanie udzielić żadnych informacji na temat procedury reklamacyjnej.
Rekordowe prowizje
Czerwiec przyniósł jeszcze jedno ciekawe doniesienie. Dziennik "Polska" porównał ceny prowizji pobieranych przy płaceniu rachunków przez różne firmy. Okazało się, że na poczcie jest najdrożej (2,5 złotego). Najlepsze warunki oferują hipermarkety (nawet 89 groszy) oraz niektóre banki (0 złotych).
Latem w urzędach pocztowych pojawiły się pierwsze terminale umożliwiające płacenie kartą. Niestety i w tym przypadku realizacja pozostawiła wiele do życzenia. Okazało się, że transakcje są traktowane przez instytucje finansowe jak wypłaty z obcych bankomatów. A te oczywiście obciąża się prowizją sięgającą pięciu złotych.
Kiedy poczta poradziła sobie wreszcie ze skutkami strajku okazało się, że jej pracownicy oszukują podczas wypisywania druków awizo. Jeden z naszych czytelników otrzymał po miesiącu oczekiwania na paczkę notatkę informującą o tym, że przesyłka czeka na niego, bo nie zareagował na wcześniejsze zawiadomienie. Problem polegał na tym, że pierwszego awiza klient w ogóle nie dostał.
Afera abonamentowa
Zamiast dostarczać terminowo przesyłki poczta koncentruje się na ściganiu obywateli, którzy nie płacą abonamentu radiowo - telewizyjnego. W listopadzie firma zawarła w tej sprawie umowę z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji. Kontrakt opiewał na 50 milionów złotych. Dzięki tym pieniądzom poczta stworzyła bazę 7,5 miliona ludzi, którzy zalegają z opłatami.
KRRiT wybrała sobie niewłaściwego partnera biznesowego. Listonosze nie mają bowiem żadnej możliwości prawnej pozwalającej na egzekucję należności. Mogą jedynie doręczać listowne monity. Państwowy moloch chce stworzyć kilkudziesięcioosobową specgrupę kontrolerów, którzy będą tropić te 2 miliony ludzi, którzy nigdy nie zarejestrowali odbiornika.
Jak bardzo kierownictwo poczty jest oderwane od rzeczywistości pokazuje skandaliczna intryga, która miała na celu ograniczenie pola manewru największego alternatywnego operatora działającego w Polsce - firmy InPost. Spółka ta może wyłącznie zajmować się przesyłkami o wadze powyżej 50 gramów. Dociąża więc listy blaszkami lub kartonikami.
Poczta uznała to za oszustwo. Zgłosiła sprawę do prokuratury. Stwierdziła, że InPost naraża na straty przedsiębiorstwo państwowe. Na szczęście stróże prawa zachowali zdrowy rozsądek. Wyśmiali pocztowców i umorzyli śledztwo. Stwierdzili, że metalowe i kartonowe elementy to fragment opakowania przesyłki.
Kolejki czyli smutna codzienność
Na przyszłość proponujemy, aby poczta nie marnowała energii na zwalczanie konkurencji i spróbowała zrobić coś, co podniesie marny poziom usług w jej placówkach. Całkiem niedawno klienci z Wrocławia zbuntowali się przeciwko kilometrowym kolejkom w filii na ulicy Pereca. Urząd wyposażono w cztery okienka, zazwyczaj czynne są jednak tylko dwa.
Próba interwencji u "kierowniczki" skończyła się fiaskiem. Stwierdzono, że winę ponoszą listonosze, którym nie chce chodzić się po mieszkaniach z listami poleconymi i dlatego masowo wystawiają awiza. Równie dobrze można by stwierdzić, że część odpowiedzialności spada na klientów - ci, zamiast brać wolne i załatwiać sprawy na poczcie w ciągu dnia, tłumnie pojawiają się późnym popołudniem ;).
Wojtek Wowra
Czytaj też:
Pikantny ketchup Dawtony - wygląda jak keczup, pachnie jak opona, smakuje jak guma












