Gazeta.pl > Wyhacz >  wyhacz

Pekao przyznał się do pomyłki, ale wciąż nalicza karne odsetki

Pekao SA

fot. AG

Od czterech miesięcy klientka dostaje z banku monity, że ma na koncie debet, choć to jego pracownicy wysłali jej kartę płatniczą oraz numer PIN na zły adres, co przyczyniło się do okradzenia konta.

Pani Katarzyna jest zameldowana w Brzegu Dolnym, w mieszkaniu ojca, ale mieszka i pracuje we Wrocławiu. 1 sierpnia w jednym z wrocławskich oddziałów Pekao SA założyła konto. W umowie zaznaczyła, że chce, by wszelka korespondencja przychodziła na jej adres we Wrocławiu. Pomimo to bank wysłał jej kartę i PIN do Brzegu. Ojciec dokumenty odebrał, ale został okradziony przez nastolatka, który wypłacił z karty pani Katarzyny 500 zł i zrobił debet na następne 350 zł.

- Zorientowałam się, że ktoś dokonywał transakcji moją kartą - opowiada "Gazecie Wrocław" pani Katarzyna.

Kradzież została zgłoszona w banku i na policji.

Policjanci ustalili sprawcę. Młody złodziej nie miał 16 lat, więc jego sprawą zajął się sąd rodzinny. Skierował go do placówki resocjalizacyjnej. Swoich pieniędzy pani Katarzyna już nie zobaczyła. Policjanci powiedzieli, że nie ma szans na ich odzyskanie, bo młodzieniec nie ma z czego zwrócić, a jego rodzina jest bez grosza. Tymczasem bank zażądał spłaty debetu.

- Wysyłają mi pisma, że mam zadłużenie, i straszą komornikiem - mówi pani Katarzyna. - Doliczają mi karne odsetki, naliczają za monity. Zadłużenie wzrosło już prawie o sto złotych.

Klientka wyjaśniła sprawę w banku. Pracownica przyznała się do błędu, że wysłała kartę i PIN na zły adres. Pani Katarzyna złożyła oficjalną reklamację.

- Powiedziano mi, że na jej rozpatrzenie bank ma 365 dni - denerwuje się. - Proponowali mi, że otworzą mi linię kredytową na czas, kiedy sprawa się nie wyjaśni, ale ja nie chcę czekać tak długo, aż bank naprawi swój błąd.

Dziennikarze "Gazety" poprosili o wyjaśnienie  dyrektorkę oddziału banku przy ul. Jedności Narodowej, w którym doszło do pomyłki.

- Bardzo nam przykro, że doszło do takiej pomyłki - mówi dyrektorka (prosi o anonimowość). - Ale reklamacje rozpatruje centralne biuro reklamacji, a monity wysyła komórka banku mieszcząca się w Łodzi. Musimy czekać, aż biuro reklamacji rozpatrzy ją. Nasza pracownica się pomyliła, co zdarza się rzadko, ale zdarza się. Prawdopodobnie będzie musiała zapłacić za błąd z własnej kieszeni.

Dyrektorka oddziału Pekao obiecuje, że jeszcze dziś zadzwoni do biura reklamacji z prośbą, aby potraktowała tę sprawę priorytetowo.

 

hci, "Gazeta Wyborcza Wrocław"

Czytaj też:

Woda chlapiąca z żelazka Siemens - norma czy powód do reklamacji?

Trzy dni czekali na autobusy, by wrócić z Anglii na święta

Świąteczne problemy z neostradą

Kiedy operator może odmówić naprawy telefonu?

Carrefour: ceny w sklepie wyższe niż w gazetkach reklamowych

Jak walczyć z nieuczciwą firmą remontową

 

 

 

 

 

 

Foto Wyhacz
Motodziennik

Najczęściej komentowane